wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 6 „ Porywam Cię”

Miesiąc później…  21.08.13r. 13:15.

- Kupujesz  i koniec!- Zuza położyła sukienkę na ladzie.
- Ale ja w niej brzydko wyglądam.- spuściłam głowę.
- Ślicznie wyglądasz. Niech pani powie.- spojrzała wyczekująco w stronę kasjerki.
- Tak. Świetnie na pani leży i podkreśla ładną buzię.- uśmiechnęła się do mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- No dobra. Niech ci będzie.- wyciągnęłam z torebki portfel. Zapłaciłam za swój zakup i wyszłyśmy.
- To gdzie teraz?- zapytała zadowolona z siebie przyjaciółka.
- Na kawę.!- krzyknęłam widząc moją ulubioną kawiarenkę. Weszłyśmy do środka i zamówiłyśmy. Usiadłyśmy w rogu i czekałyśmy na zamówienie.
- Nadal uważam, że źle robisz. Powinnaś wybaczyć ojcu. Może on naprawdę się zmienił?- spojrzała mi w oczy. Zacisnęłam je, żeby się nie popłakać.
- Tyran zawsze pozostanie tyranem.- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Zuza załamała  ręce. Przynieśli nam kawę. Rozmawiałyśmy długo, straciłyśmy poczucie czasu. W pewnym momencie do naszego stolika podszedł dosyć wysoki brunet. Uśmiechnął się do mnie i podał mi jakąś kartkę i długopis.
- Pani jest fotografem reprezentacji polski w siatkówce?- miałam już łzy w oczach.
- Byłym. Ona nie lubi o tym gadać. Spieprzaj.- przyjaciółka zaczęła się irytować, widząc moją minę.
- Ale ja chcę tylko autograf.- powiedział.
- Haha… ode mnie?- rozbawiło mnie to. Ale on chyba mówił poważnie. No dobra. Podpisałam mu to, a on szybko uciekł.- Idziemy?- Zuza pokiwała twierdząco głową.

Po co mu był mój autograf? To pytanie ciągle krążyło mi po głowie. W dodatku od paru dni, mam uczucie, że ktoś mnie śledzi. Może ten nowy facet matki? Tak. Moja mama znalazła se chłopka. Rok starszego ode mnie. Nawet przystojny. Nakryłam ich w łóżku, a to był dla mnie straszny szok. Ale mniejsza z tym. Widziałam jak na mnie patrzy. To było takie dziwne. Nie chciał spuścić ze mnie wzroku. Trochę mnie to przerażało. Ale pewnie nie to chcecie wiedzieć. Tylko coś… coś co było dla mnie największą głupotą. Tak. Odcięłam się od nich i żałuję. Bardzo. Ale co ja mam zrobić. Pojechać do nich i powiedzieć, „Sory, że się nie odzywałam, ale miałam depresję i jestem głupia”? Nie mogę. Podziwiam Igłę. On naprawdę jest przyjacielem. Po tym jak przyjechali do polski, zapukał do moich drzwi. Strasznie mnie to zdziwiło.
- Nie pozwolę ci, tak po prostu zaginąć bez słowa. Nie możesz tak robić. Jesteśmy przyjaciółmi czy nie?- zapytał. Od razu uwiesiłam mu się na szyi. Kocham go i widać, że on mnie. Tylko z nim mam kontakt. Reszta ma mnie w głębokim poważaniu. Chyba rewanżują się za mój zachowanie. Nie wiem, ale mam przeczucie, że niedługo coś się stanie. Podeszłam do lodówki, która świeciła pustką. Oczywiście, ja muszę iść na zakupy. Ubrałam się i wyszłam. Poszłam do Biedronki. Chodziłam po alejkach, biorąc najpotrzebniejsze rzeczy. Czułam na sobie czyjś wzrok. Okręciłam się wokół własnej osi, ale nikogo znajomego nie zauważyłam. Szybko podeszłam do kasy, zapłaciłam i w pośpiechu leciałam do domu. W połowie drogi, zatrzymałam się. Zauważyłam gazetę w kiosku. „Cosmopolitan”. To co zobaczyłam na okładce, rozwaliło moją psychikę do końca. Kupiłam gazetę i nie zwracając uwagi na nikogo, powoli szłam do domu.

Gdy tylko dotarłam, osunęłam się po ścianie. Tytuł „Bartek Kurek znalazł wybrankę” zniszczyło moje życie. Zdjęcie z jakąś blondyną, jak się całują. Rzuciłam czasopismem w jakiś kont i wskoczyłam do łóżka. Nagle zadzwonił mój telefon. KRZYSIU. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Hej, mała. Jak leci?- zapytał wesoły głos.
- Super.- skłamałam i wytarłam łzy.            
- Na pewno? Masz jakiś dziwny głos.- zmartwił się.
- Nie. Wydaje ci się. Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się do telefonu.
- To dobrze. Trzymaj mi się tam. Pa.- pożegnał się i rozłączył. Ponownie zaczęłam ryczeć. Jak tak dalej będzie to za tydzień nie będę miała już czym płakać. Usiadłam sobie na kanapie z pudełkiem lodów czekoladowych. Jem już normalnie, regularnie i dużo. Utyłam 3 kilo. Włączyłam telewizor i puściłam „Narzeczony mimo woli”. Pośmiałam się troszkę, było fajnie. Po skończonym filmie, położyłam się na kocu w moim pokoju i zaczęłam czytać romansidła, które zawsze były dla mnie bzdurą. Zuzia ma całe stosy tych gówien, także pożyczyłam kilka. Kiedy chciałam założyć słuchawki, ktoś wszedł do domu. Zgasiłam lampkę i leciutko uchyliłam drzwi. To była Zuzia. Ale nie sama, z kimś. I to całowali się, jakby się rok nie widzieli. Czekaj, czekaj… Bartman?! Hahahaha… ona jest z Bartmanem? Ale przecież on ma narzeczoną, a ona o tym wie… o Kurwa! Zamknęłam drzwi i zszokowana opadłam na koc. Moje życie nigdy nie będzie normalnie. Westchnęłam. Kiedy tak leżałam z innego pokoju zaczęły dochodzić odgłosy. Śmiałam się jak opętana, ale po pół godzinie mi się znudziło, a oni byli coraz głośniej. Włączyłam lampkę i zaczęłam czytać. No nie powiem, strasznie mnie to wciągnęło. Przeczytałam 4 książki. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. 04:30. Ściągnęłam słuchawki. Boże, czy oni kiedyś przestaną? Postanowiłam zrobić im żart. Po cichu stanęłam pod ich drzwiami i je otwarłam.
- Moglibyście ciszej. Ludzie tu spać próbują.- udałam, że jestem zaspana. Te ich wystraszone miny. Zamknęłam drzwi. Turlałam się ze śmiechu, kiedy w koncie pokoju, obok mnie zobaczyłam tą jebniętą gazetę. Muszę być silna. Poczytałam te strony i tak się wkurzyłam, że wywaliłam przez okno. Na uspokojenie poczytałam te dziwne książki. Przyznam, że mi się spodobały. Puściłam moją ulubioną piosenkę i zatraciłam się w lekturze. Oczywiście, jak to ja, zmieniałam imiona bohaterów. W którejś natknęłam się na Piotra i Martę. Szczerze mówiąc, ta książka spodobała mi się najbardziej. Ale czy on naprawdę coś do mnie wtedy czuł? Nie. Raczej nie. Jak mógłby czuć coś do mnie? Brzydka, wychudzona. Wiem, że się powtarzam, ale taka prawda. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
I tak z dnia na dzień zrobił się 30 sierpnia. A 2 zaczynam studia fotograficzne. Ojciec bez mojej zgody mi je opłacił. Może naprawdę go coś ruszyło? Miał straszną minę, jak mu powiedziałam o Darku. Tak miał na imię facet mamy. Wtedy na zakupach ta sukienka miała być właśnie na ten dzień. Wstałam a po kuchni krzątali się nocni rozrabiacze. Rozbawiona wpadłam do kuchni.

- Witam państwa.- szeroko się uśmiechnęłam. Oboje spuścili głowy, ale widziałam ich uśmiechy.- Jak się spało? Albo może rozrabiało?- zaśmiałam się. Zbyszek usiadł i zapchał buzię kanapką, a Zuza herbatą. Pokręciłam tylko głową. Zrobiłam sobie kakałko i poszłam do pokoju. Usiadłam na parapecie i zaczęłam słuchać muzyki. Ludzie przechodzili obok bloku. Padał okropny deszcz. A mi znowu zrobiło się smutno. Pomyślałam o chłopakach. O tych wszystkich przygodach. O tym lesie… o Piotrku. Czemu byłam zajęta tylko własnym nosem i go nie dostrzegałam? Pewnie poczuł się urażony. Nawet na niego nie spojrzałam jak odjeżdżałam. Byłam tak zadufana, że zraniłam obu. Jestem beznadziejna. Na tym siedzeniu zleciał mi cały dzień. Ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Pójdziesz na  zakupy? Dam ci listę. Proszę.- przyjaciółka błagalnie złożyła ręce. Pokiwałam tylko głową. Założyłam dresowe spodnie i bluzę. Wzięłam kartkę od Zuzy i poszłam przeszukać Bydgoszcz. 


Lista była niemiłosiernie długa, ale po 4 godzinach załatwiłam wszystko. Obładowana siatkami weszłam do klatki. Nie miałam jak otworzyć drzwi, ale jakiś koleś mi otworzył. Nawet całkiem, całkiem. Uśmiechnął się do mnie i wszedł ze mną do windy.
- Cześć. Jestem tu nowy. Adrian.- podał mi rękę.
- Cześć. Marta jestem. Podałabym ci rękę, ale nie mam jak.- uśmiechnęłam się. Piętro 5. Winda się zatrzymuje, ale drzwi się nie otwierają. Coś jest nie tak. Jestem przerażona. Nie lubię małych pomieszczeń, a w dodatku jestem tutaj z gościem, którego znam 2 minuty.- CO jest?- mój oddech przyśpieszył.
- Nie wiem.- zaczął walić pięściami w drzwi.
- Zadzwonię po kogoś.- wyciągnęłam telefon i wycisnęłam numer Zbyszka.- Bartman, zwlecz z łóżka swoje cztery litery i łaskawie mi pomóż, bo utknęłam w windzie i ma twoje zakupy. Chyba nie chcesz, żeby twoja mam się o tych zakupach dowiedziała? Albo co gorsza… twoja narzeczona?- zapytałam wyczekująco.
- Już lecę.- rozłączył się. Adrian dziwnie się na mnie gapił.
- Chłopak?- zapytał.
- Nie. Chłopak przyjaciółki.- uśmiechnęłam się. Odwzajemnił gest. Po chwili pod windę przyleciał Zbychu. Wspólnymi siłami otworzyli drzwi. Zbyszek wziął wszystkie torby i zaniósł do mieszkania. Kiedy wchodziłam zaczepił mnie mój „wybawca”.
- Słuchaj. Dasz się zaprosić na kawę?- zapytał z nadzieją.
- Pewnie.- uśmiechnęłam się.- Kiedy?- spojrzałam w jego zielone oczy.
- Może drugiego? O wpół do czternastej?- spojrzał na zegarek.
- Pasuje. To do zobaczenia w parku przy uczelni?- pokiwał głową i odszedł. Wesoło weszłam do pokoju. Już nie mogę się doczekać poniedziałku. Było już późno także przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Całe 2 dni przeleżałam w łóżku. Kiedy nadszedł drugi wrzesień. Wszystko mogło się zmienić. Od rana skakałam po domu. Pofalowałam włosy, ubrałam moją sukienkę i zrobiłam sobie makijaż. Ubrałam znienawidzone buty. Ale chociaż jestem w nich wyższa. Chyba jestem gotowa. Pożegnałam się z przyjaciółką i jej „księciem z bajki” i poszłam na rozpoczęcie. Z niecierpliwością czekałam na koniec i na spotkanie z Adrianem. Czuję na sobie wzrok. Mam jakieś omamy czy coś. Odwracam się. Nic. Wszyscy patrzą na nauczyciela. Po skończeniu wyleciałam jak burza z uczelni. Udałam się do parku. Jakby ktoś cały czas mnie obserwował. To zaczyna mnie przerażać. Usiadłam sobie na ławce blisko fontanny. W pewnym momencie ktoś zakrył mi oczy, a ja zaczęłam krzyczeć. Przestraszony ktoś puścił ręce. Zobaczyłam wystraszonego Adriana.
- Przepraszam, spanikowałam.- uśmiechnęłam się. Uśmiechnął się i usiadł obok mnie. Rozmawialiśmy długo. O wszystkim i o niczym. Uwielbia piłkę nożną. Blondynki i piec. Ma tylko jedną wadę. Powiedział, że nienawidzi siatkówki. Trochę to straszne. Zaproponował, żebyśmy się przeszli. Z przyjemnością się zgodziłam. W pewnym momencie ktoś zaszedł mnie od tyłu, przełożył przez ramię i zaczął biec. Zaczęłam niemiłosiernie kwiczeć. Zauważyłam, że Adrian za nami biegnie. Próbowałam zobaczyć jego twarz. W pewnym momencie udało mi się. Byłam zszokowana.
- Piotrek, co ty tu robisz?- zapytałam, dysząc.
- Porywam cię.- uśmiechnął się do mnie.
- Wariat.- zaśmiałam się. Postawił mnie na ziemię i mocno przytulił. Tak to jest to. Tego mi brakowało. Jego przytulenia. Podniósł mnie i zaczął kręcić wokół własnej osi. Pewnie wyglądaliśmy jak zakochani. Pocałowałam przyjaciela w policzek.
- Dobra. Co tu się dzieje?- zapytał zdezorientowany Adrian.
- A ten to kto?- Piterowi mina zrzedła.
- Kolega.- uśmiechnęłam się.- A jak Bartek?- zapytałam, zapominając moje przemyślenia.- Jak tam jego dziewczyna?- założyłam ręce na piersi.
- No właśnie. Przyjechałem, żeby ci to wyjaśnić. Śledziłem cię od jakiegoś miesiąca.- przerwałam mu.
- To ty? Boże, ja się już bać zaczynałam.- złapałam się za serce.
- Ale wracając do tematu. To jego była. Rzuciła się na niego. On tego nie chciał. On cię kocha.- ostatnie zdanie wypowiedział przez zaciśnięte zęby.
- Po to cię wysłał? Nie ma odwagi sam przyjść?- założyłam ręce na piersi.
- Nikt mnie nie wysłał. Po prostu nie chcę żebyś cierpiała.- wtuliłam się w niego. Zauważyłam stojącego Adriana.
- Możemy to przełożyć?- zapytałam kolegi.
- Pewnie. Do zobaczenia.- udał uśmiech i poszedł. Wracając do Piotra, spędziliśmy razem wspaniałe popołudnie. Postanowiliśmy iść na jakąś imprezę. Bardzo mnie to zdziwiło, bo on to zaproponował. Weszliśmy na jakąś dyskotekę. Po 3 szybkich, humor poprawił mi się jeszcze bardziej. Piotrek też dzisiaj nie żałował. Piliśmy ile wlezie. Tańczyliśmy i potem chyba… gdzieś poszliśmy. Ale to już pamiętam jak za mgłą.

----------------------------------------------------------
Hej, hej :D

Słuchajcie. Nie umiem się trzymać wyznaczonego czasu. Także, sory, że tak późno. Następny na pewno będzie na czas. Mam nadzieję, że się podoba i zapraszam do komentowania. 


                                                    Next : 23.08.13r.

POZDRO ;*

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 5 „ Kocham Cię.”

- Czemu się pakujesz?- zapytał poważnie Igła.
- Chyba nie przez Kurka?- zapytał przez zaciśnięte zęby Nowakowski.
- Nie.- otarłam łzy. Muszę wyjechać na badania. Do Polski. Nie mogę być z wami do końca.- spuściłam głowę i opadłam na podłogę.
- Co? Jakie badania?- zapytał troskliwie Kubiak. Musiałam się odważyć. To moi przyjaciele. Odsłoniłam mój brzuch. Byli przerażeni. Znowu grupowy misiek.

- Chłopaki. Mam do was jedną prośbę.- wszyscy spojrzeli na mnie.- Dajcie z siebie wszystko i przywieźcie złoto!- szeroko się uśmiechnęłam. Pogadaliśmy jeszcze chwilkę, było pocieszanie śmiechy itp. W pewnym momencie do pokoju wszedł Andrea. 
- Samolot za 2 godziny.- powiedział po angielsku. Posmutniałam. Chłopaki poszli, a ja spakowałam ostatnie rzeczy do walizki. Cały czas myślałam jak pożegnać się z Bartkiem. Niepewnie napisałam do niego sms- a. „Mógłbyś na chwilę przyjść?” . Po około 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Zaraz do pokoju wparował Kurek.
- Dlaczego wyjeżdżasz i co się stało?- zapytał siadając na łóżku. Bał się spojrzeć mi w oczy. Wiem to. Dlaczego tak trudno mi powiedzieć, co czuję. Za pół godziny mam samolot i mogę go już nigdy nie spotkać. Ale po co mu ja? Wychudzona, nieumiejąca wyrażać uczuć dziewczyna.
- Chciałam się z Tobą pożegnać.- spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem. Zrób coś, do cholery! Zrób to ten pierwszy i ostatni raz i zapamiętaj to do końca. Wpatrywaliśmy się w siebie. Nie mogłam tego opisać, to było takie magiczne. W końcu nie wytrzymałam. Łzy naleciały mi do oczu, a ja zachłannie wpiłam się w jego usta. Odwzajemnił pocałunek. Chciałam zapamiętać smak jego ust, bo być może to nigdy się już nie powtórzy. Oderwałam się od niego i wyszeptałam do ucha:
- Nie zapomnij o mnie.- pogłaskałam go po policzku, ostatni raz spojrzałam głęboko w jego niebieskie tęczówki, wzięłam walizkę i wyszłam. Został tam sam. Tak bardzo chciałam, żeby wstał, podbiegł do mnie i powiedział, że mnie kocha. Ale wiem, że to tylko jedno z moich marzeń. Łzy spływały po moich policzkach. Przed hotelem czekali już wszyscy. Pożegnałam się z nimi, a najbardziej z Piotrkiem.
- Będzie mi ciebie brakowało.- pocałowałam go w policzek. I kiedy wchodziłam do taxówki, usłyszałam za mną głos. Głos Bartka.
- Kocham cię.- wyszeptał. Teraz moje policzki wyglądały, jakby po ulewie. I rzeczywiście zaczęło padać.
- Nie, Bartek. Nie utrudniaj, nie zasługuję na ciebie. Znajdziesz kogoś dużo lepszego.- mówiłam załamującym się głosem. Chciałam wsiąść, ale mnie zatrzymał.
- Nie chcę innej. Chcę ciebie i tylko ciebie.- uśmiechnął się.
- Żegnaj.- przytuliłam go i weszłam do pojazdu. Ulewa była naprawdę wielka, ale to pikuś w porównaniu do mojej rozpaczy. Wysiadłam na lotnisku, gdzie za 5 minut miał startować mój samolot. W mozolnym tempie wgramoliłam się na pokład. Puściłam piosenkę z mojego iPhone.
- Przepraszam. Wysiadamy.- usłyszałam czyjś głos. Chyba przez przypadek zasnęłam. Podziękowałam pani i wyszłam. Odebrałam bagaż i zaczęłam wzrokiem szukać Zuzi. Kiedy ją zauważyłam, od razu rzuciłam się na nią i wypłakałam się jej.
- No już dobrze. Chodź, jedziemy.- wzięłam walizkę i poszłyśmy do samochodu. Nie odzywałam się całą drogę, tylko tępo wpatrywałam się w widoki za oknem.
- Muszę wjechać na stację. Wziąć ci coś?- zapytała z uśmiechem.
- Wodę i jakieś małe ciastko.- uśmiechnęłam się. Lekarz powiedział, że muszę się przekonywać do jedzenia. Mam jeść dużo, ale w bardzo małych ilościach, po jakimś czasie jeść większe ilości, aż wymioty ustąpią. Ogólnie był strasznie zdziwiony, że nie stosuję żadnych środków przeczyszczających, ani nic mi nie wypada i się nie psuje. Powiedział, że mam dużo szczęścia, że tak wcześnie przyszłam. Po chwili do samochodu wpakowała się szczęśliwa Zuzia. 
- Nasi wygrali mecz.- uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam ją. Ta wiadomość bardzo poprawiła mi humor. Ale i tak byłam smutna. Kiedy dojechaliśmy pod blok, gdzie mieszkała przyjaciółka, wyciągnęłam walizkę i powędrowałam do mieszkania. Walnęłam torby w salonie i włączyłam Polsat Sport. Akurat leciało pomeczowe studio. MVP- Bartosz Kurek. Wywiad z Bartkiem. Zacisnęłam zęby, żeby znowu się nie poryczeć.
- Grał pan świetnie. Ataki były rewelacyjne, zagrywka i przyjęcie również. Powiedział pan an początku, że musi wygrać dla kogoś. Zdradzi nam pan imię tej osoby?- zapytał redaktor.
- Nie. Nie zdradzę dla kogo. Ona wie, że to dla niej. Kocham cię, Martuś.- posłał całusa w stronę kamery i poszedł. On jest taki słodki. Uśmiech mimowolnie wkradł się mi na twarz, a umysł rozświetlił. Ale ja na niego nie zasługuję. Znajdzie kogoś lepszego kto da mu miłość na jaką zasługuje. Wyłączyłam telewizor, udało mi się zjeść pół ciacha! Cieszyłam się z tego. Pogratulowałam chłopakom przez telefon zwycięstwa i odpłynęłam w krainę morfeusza.

Obudził mnie pyszny zapach świeżo zaparzonej kawy. Poszłam za zapachem do kuchni, gdzie stała Zuzia, robiąca jajecznicę. Wypiłam całą filiżankę dobrej cieczy i zabrałam się za jajecznicę. Powoli pochłaniałam coraz większe ilości, aż zjadłam cały talerz. Obie byłyśmy w szoku. Ale ok., muszę zadzwonić do doktora. Weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i lekko podmalowałam. Nie miałam zamiaru dzisiaj nigdzie iść, ale oczywiście musiał zadzwonić ten cholerny telefon.
- Pani Marta Grzewczyk?- zapytał głos po drugiej stronie.
- Tak. O co chodzi?- zapytałam.
- Pani ojciec bardzo prosi o wizytę.- następna przykrość. Dlaczego on mi to robi? Nie, nie mogę się zgodzić. Nie, za to co mi zrobił.
- Niestety, nie.- powiedziałam oschle.
- Bardzo nalega. Mówi, że to coś bardzo ważnego.- facet zaczął tłumaczyć. Weź się w garść. Odmów. Odmów, do cholery!!
- Dobrze, przyjdę.- nie zdążyłam ugryźć się w język.
- Może być 15?
- Tak. Będę.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Weszłam do kuchni i wkurzona usiadłam przy stole.
- Kto to?- zapytała Zuzia.
- Policjant. Jadę dzisiaj do ojca.- przyjaciółka spuściła talerz, a on roztłukł się na drobny mak.
- Co?- poprosiła o powtórzenie.
- No. Muszę jechać. Ponoć ma mi do powiedzenia „coś ważnego”.- dlaczego moje życie jest takie? Czemu nie mogę mieć normalnej kochającej rodziny, fajnego chłopaka i normalnych przyjaciół? Wstałam i udałam się do łazienki. Opadłam na zimne kafelki i leżałam tak chyba z pół godziny. Spojrzałam na zegarek na mojej ręce. 13:20. Muszę się szykować. Gdybym mogła wcale bym tam nie szła. Ale jestem głupia. Przecież mogłaś nie iść, to ty oczywiście nikomu nie odmówisz! Zrobiłam lekki makijaż zakrywający moje spuchnięte oczy i czerwone policzki. Ubrałam się i wyprostowałam włosy. Nie mogę wyrażać żadnych emocji. Pamiętaj, że on nic dla ciebie nie znaczy. Pożegnałam się z przyjaciółką, założyłam buty i wyszłam. Po 20 minutach dotarłam pod komisariat. Długo zwlekałam czy wejść do środka, ale było zimno, a jak nie wejdę, to wyjdę na tchórza. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę więzienia.
- Przepraszam. Miałam się widzieć z Waldemarem Grzewczykiem.- wycedziłam przez zęby do jakiegoś policjanta.
- Proszę za mną.- powiedział i szliśmy w różnych pomieszczeniach. Śmierdziało tam, jak nie powiem gdzie. W końcu weszliśmy do Sali odwiedzin. Zauważyłam mojego ojca. Przełknęłam głośno ślinę. Podeszłam do niego i usiadłam na krzesełku.
- Po co chciałeś mnie widzieć?- zapytałam patrząc w okno.
- Słuchaj.- wziął moją rękę, ale szybko ją wyrwałem. Posmutniał.- Wiem, że popełniłem kilka błędów…- przerwałam mu.
- Kilka? Nie bądź śmieszny. Niby taki kochający tatuś, ale to ktoś mi zrobił.- pokazałam mu moją bliznę na plecach. Zacisnął oczy.
- Chciałbym za to przeprosić i zacząć od nowa.- zaśmiałam się ironicznie.- Przepisałem ci cały majątek.- zrobiłam wielkie oczy.
- A czy to coś zmieni? Jesteś taki sam. Tylko kasa i kasa. Nigdy nie pomyślałeś nawet o nas. O mamie. Ona cię bardzo kochała pomimo tego, że ją biłeś. Nie mogę uwierzyć, że dalej jesteś taki sam. Myślałem, że się zmienisz, a jednak myliłam się. Nie chcę twojej kasy, ani nic od ciebie. Zostaw mnie i mamę w spokoju.- wstałam.
- A powiedz, jak ona się czuje?- zapytał.
- Ojej. Nagle się zrobił troskliwy mąż i tatuś?- spojrzałam na niego.- Twoje niedoczekanie.- zrobiłam groźną minę i wyszłam. Z płaczem biegłam do mieszkania. Zuzia jeszcze była w pracy więc nie miałam się komu wypłakać. Potrzebowałam teraz Piotrka. Żeby mnie przytulił i powiedział to sławne zdanie. „Wszystko będzie dobrze.” Osunęłam się po ścianie i schowałam ręce w dłonie. Z radia, które stało w kuchni, wywnioskowałam,  że za 15 minut rozpocznie się finał. Polska- Brazylia. Otarłam łzy i doprowadziłam się trochę do porządku. Muszę się wziąć w garść. Usiadłam przed telewizorem, z kocem i kanapką. Oglądałam sobie studio i udało mi się zjeść całą! Byłam strasznie zdziwiona samą sobą. Mój brzuch tak jakby przez dzień troszeczkę urósł. Nie wiem czy to możliwe, ale ja to odczuwam. Mecz się zaczął.

Wygraliśmy 3:1. Cieszyłam się jak dziecko. Oni z resztą też. Biegali po boisku krzyczeli, że znowu wygrali. Byłam z nich strasznie dumna. Jestem strasznie głupia, ale postanowiłam się od nich odciąć. Po co im znajomość ze mną? I tak do niczego się nie nadaje. Gdyby nie moja głupota, byłabym tam i cieszyła się razem z nimi i jeszcze robiła zdjęcia. Ale nie. To ja. Głupia blondynka. Moje chęci do życia sięgnęły dna. Mogłabym ze sobą skończyć, ale to byłoby jeszcze bardziej szczeniackie. Moje myślenie ma poziom zerowy. Boże co ja zrobiłam? Dopiero teraz do mnie dotarło, że dałam Kurkowi kosza.
 

---------------------------------------------------
Witam, witam. :D

Po długiej nieobecności, wróciłam! :) Mam nadzieję, że się podoba. :D Zależy mi na waszych opiniach i bardzo dziękuję, za wszystkie miłe komentarze. :*


                                                    Next : 19.08.13r. 

POZDRO... ;***










poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 4 „Jesteś w ciąży?”

… i wtedy… do pokoju wpadł zdyszany Piter. Spojrzał znacząco na Bartka.
- O. Widzę, że przeszkadzam, ale ja naprawdę muszę siku.- wbiegł do łazienki. Wtedy zrozumiałam co prawie zrobiłam. Nie mogę się całować z zajętym chłopakiem, to nie w moim stylu. Przerażona spojrzałam w stronę Kurka.
- Przepraszam,  ale nie mogę.- powiedziałam cicho i wybiegłam z pokoju.

2 tygodnie później

Przez cały czas chodziłam smutna. Przepłakane noce. Oni są tacy kochani, pocieszali mnie, tulili. Kocham ich. Wygramoliłam się mozolnie z hotelowego łóżka, po nieprzespanej nocy. Wzięłam orzeźwiający prysznic i zrobiłam mocny makijaż, by zakryć moją zmarnowaną buzię. Ubrałam się, a następnie zeszłam na stołówkę. Siedzieli już tam wszyscy, więc usiadłam z Miśkiem, Winiarem, Igłą i Zibim. Wtuliłam się mocno w Kubiaka, objął mnie i pocałował w głowę.
- Mała, przestań. On nie jest wart twoich łez.- mimowolnie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na stolik przed nami. Turlał małe pomidorki w te i z powrotem po swojej sałatce. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy nie były takie same jak kiedyś. Ten śliczny błękit zniknął i zamienił się w smutny szarawy kolor. Na jego twarzy nie było już wielkiego uśmiechu, tylko grymas. Czasami lekko się uśmiechał jak Piter coś do niego mówił. Miałam wrażenie jakby… schudł. Ale nie on jeden. Przez dwa tygodnie schudłam 6 kilo.  Ważę dokładnie 46,1. Mój brzuch wygląda jakbym go wciągała na maxa. Nienawidziłam swojego ciała! Ale to od zawsze. Rozpłynęłam się w jego oczach. Uśmiechnął się lekko, wtedy przed moimi oczami pojawiła się czyjaś duża ręka.
- Marta?- usłyszałam Krzysia.
- Słucham?- posłałam uśmiech w stronę Libero.
- Pytałem jak na zdjęciach wychodzę. Lepiej lewy czy prawy profil?- zaczął odwracać głowę.
- Oba profile masz śliczne, a ja muszę już iść.- pocałowałam Igłę w policzek i chciałam odejść ale oczywiście zaciągnęli mnie z powrotem do stołu.
- Nie wyjdziesz stąd dopóki nic nie zjesz.- rozkazał Winiarski. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On z poważną miną podsunął mi pod nos talerz z jajecznicą. Niepewnie wzięłam kęs do ust i przełknęłam. O nie. Nie, tylko nie to. Znowu mi jest nie dobrze. Wstałam i szybko pobiegłam do swojej łazienki. Tam zwróciłam wszystko. Ogólnie nie było co więc nie mogłam pojąć jak. Ale co się ze mną dzieje? Dlaczego nie mogę jeść? Czyżby to…? Nie. Na pewno nie. A może? Czy ja mam… bulimię? Ale przecież ja nie… podeszłam do lustra i powoli zaczęłam podnosić koszulkę.
- O boże.- skomentowałam. Nie spodziewałam się, że jest tak źle. Łzy zaczęły spadać po moich policzkach. Sam szkielet. Widziałam swoje żebra. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Nie mogłam przestać, po prostu… co ja zrobiłam?! Do pokoju wszedł uśmiechnięty Piotrek, lecz kiedy zobaczył mnie, mina mu zrzedła. Zamknął za sobą drzwi i położył się obok mnie. Przytulił mnie z całej siły. Tak, tego potrzebowałam. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
- Hej, mała. Co jest?- otarł łzy z moich policzków. Muszę mu pokazać, ale tak bardzo się boję. Boję się co zrobi.
- Coś ci pokażę, ale musisz obiecać, że nie będziesz krzyczeć.- pokiwał twierdząco głową.  Wstałam i podniosłam bokserkę do góry. Dostał takiego wytrzeszczu.
- Co ty ze sobą zrobiłaś?!- krzyknął.
- Obiecałeś.- szepnęłam.
- Ale, takie coś?! To w ogóle ty?! Jak ty dziewczyno wyglądasz?! Kurwa się przejmujesz tym chujem! On nie jest tego wart! Popatrz na siebie!- lekko mnie popchnął a ja upadłam na kolana. Wyszedł, trzaskając drzwiami, a ja pogrążyłam się w rozpaczy. Jednak miałam nadzieję, że wróci, że nie zostawi, że nie opuści. Moje marzenie się spełniło. Słyszałam jakiś łomot. Potem Piotr wszedł do pokoju i ponownie zamknął drzwi. Widząc mnie n podłodze, z twarzą schowaną w dłoniach przytulił mnie od tyłu.- Może da się to załatwić. Musisz iść do lekarza.- rozkazał. Pokręciłam głową. Do pokoju wpadła cała banda wielkoludów. Kiedy nas zobaczyli, to przyłączyli się do wspólnego misia. To było takie słodkie.
- Mamy dla ciebie coś na poprawienie humoru. Będziemy oglądali bajki Disney’a.- wyszczerzył się Zbyszek. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moją rozmazaną twarz. Od dziecka uwielbiałam te bajki i zostało mi to do teraz.
- Ta za pół godziny u mnie.- Piter podniósł rękę. Wszyscy się zgodzili i po chwili byłam znowu sama w pokoju. Wzięłam się w garść. Mam przy sobie tylu kochających ludzi i tego nie zauważam. A przecież Bartek praktycznie nic nie zrobił. Poprawiłam makijaż i wyszłam z pomieszczenia. Szłam korytarzem szukając właściwego pokoju, aż natknęłam się na kartę na pokoju. „To pokój Bartusia i Pitusia. Zanim wejdziesz, zapukaj”. Pod napisem były narysowane 2 patyczaki. Łza wpłynęłam mi do oka. Zacisnęłam oczy, uśmiechnęłam się i weszłam do pokoju. Siedzieli przy jakimś segregatorze. OMG… czy oni mają segregator z bajkami? Haha. Usiadłam koło Piotrka na łóżku i czekałam na postanowienia.
- „Dawno Temu w Trawie”?- zapytał Misiek.
- Nie… coś innego.- skomentował Bartek.
-  Król Lew?- zaproponował Zibi.
- To oglądaliśmy wczoraj.- przypomniał mu Krzysiu.
- Dzieci.- wyszczerzyłam się do Piotrka. Pokiwał twierdząco głową i zachichotał.
- Hej, chłopaki. Mam lepszy pomysł.- wszyscy zebrani wyczekiwali z niecierpliwością na moją propozycję.- Zaplątani?- uśmiechnęłam się. Wszyscy się zgodzili więc Bartek odpalił płytę na swoim laptopie i za chwilę bajka miała się zacząć. Usidłam na podłodze, bo tam mi było wygodniej, ale to błąd, bo koło mnie siedział Kurek.
- Przepraszam.- szepnął. Zrobiło mi się aż cieplej. On przeprosił. Chciałam ukryć, że się uśmiecham.
- Ciii… oglądam.- skwitowałam go. Niech się jeszcze trochę postara.
- Wiem, że to przeze mnie tak schudłaś, ja nie chciałem. Po prostu masz takie hipnotyzujące oczy.- spuścił głowę. Aww… on powiedział, że mam… hipnotyzujące oczy? No ok., ale skąd wie, że schudłam. Przecież inni tego nie widzą.
- Skąd wiesz, że schudłam?- zwróciłam się w jego stronę.
- przecież widać. I nie chciałem cię zranić.- szepnął i wrócił do bajki. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Zdziwił się.- A to za co?- zapytał. On się chyba rumieni.
- Za nic.- uśmiechnęłam się. Bajka się już kończyła. Mój moment kiedy Julek mówi do Roszpónki „Byłaś moim marzeniem”. Bezmyślnie wtuliłam się w Bartka. Po chwili zrozumiałam co robię. Znowu. Wzięłam rękę i usiadłam znowu do Piotrka. Wiem, że do niego zawsze mogę przyjść. Chciałam go przytulić, ale mnie odsunął.
- Co? Głodzi ciel cie nie chce?- szepnął. Ludzie są dziwni, wolę psy. On się zachowuje inaczej. Jakby… coś do mnie czuł. Nie, to niemożliwe. Pokręciłam głową. Wyszłam z pokoju i powędrowałam do swojego. Nikt chyba nie zauważy, że mnie tam nie ma. Wzięłam długi, gorący prysznic, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Może jutro będzie lepiej? Odpłynęłam w krainę Morfeusza. Nie miałam pojęcie co będzie się działo.

Obudziłam się około 6 rano. Wstałam z łóżka i pierwsze co zrobiłam to podeszłam do lustra. Czyli to nie sen. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się. Dziś mecz. Muszę jeszcze porobić im zdjęcia na treningu. Wzięłam moją lustrzankę i poszłam na halę, na której dzisiaj odbędzie się mecz. Popstrykałam kilka zdjęć Sali i wyszłam. Całą drogę myślałam czy iść do tego lekarza, czy nie. Poszłam do Anastasiego i zapytałam, czy po meczu, będę mogła pójść. Musiałam mu powiedzieć o co chodzi, bo by mnie nie puścił.
- Hmm… jesteś w ciąży?- zapytał. Zrobiłam wielkie oczy i się zaśmiałam.
- Nie. Chyba mam… Yyy… Bulimię.- spuściłam głowę.
- Nie pozwolę. Idziesz do lekarza natychmiast. I niema, że musisz robić zdjęcia. Szybko, bo jeszcze kopa na popęd dostaniesz. Nie za bardzo cieszyłam się, że idę do lekarza. Po tym co się tam dowiedziałam, znienawidziłam się jeszcze bardziej. Powiedziałam to Anastasiemu, a on bez chwili zwlekania już kazał mi się iść pakować.

- Panno Marto. Naprawdę chciałbym, żebyś została, ale nie mogę cię narażać. Załatwię ci samolot jutro w południe i dam ci znać. Pożegnaj się z chłopakami.- ze smutną miną, wyszedł z gabinetu. Popłakałam się. Pobiegłam do pokoju i  wszystkie kosmetyki wrzuciłam do walizki. Ciuchy nadal tam były więc mogłam spokojnie pomyśleć. Jednak chyba los tego nie chciał, bo do pokoju wparowali siatkarze…

------------------------------------------------
Witam, witam. :) 
Następny rozdział niestety dopiero za dwa tygodnie, bo wyjeżdżam nad morze. :(  Mam nadzieję, że się podoba. I obiecuję, że niedługo będzie ciekawiej. :)

POZDROOOO... ;***

Dedykacja dla Agatki. (Troszkę o Picie) ;D


piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 3 „Żartujesz? Jesteś sexi.”

Andrea cały czas chodził wkurzony z powodu Kurka. Ale on się na mnie obraził? Na Igłę? Nie wiem o co mu chodzi. Co ja mu takiego zrobiłam? Mieliśmy iść na en spacer, więc poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w coś wygodnego. Nie miałam humoru namawiać Bartka na ten spacer i po prostu zeszłam na dół. Stali tam już wszyscy.
- To co? Gotowi, możemy iść?- uśmiechnęłam się. Pokiwali twierdząco głowami. I tak zaczęła się nasza wycieczka w głąb nieznanego lasu.

- Może już wracajmy?- zapytałam, bo zaczęło się robić ciemno. A ciemno w lesie nie wróży nic dobrego.
- No spoko, tylko… chyba się zgubiliśmy.- jęknął Igła. Wytrzeszczyłam na niego oczy i złapałam za rękę siatkarza, który stał najbliżej mnie. Spojrzałam w górę, tym siatkarzem był Piotrek. Uśmiechnęłam się przestraszona.
- i co teraz?- przytuliłam się do Nowakowskiego. Przyznam, że bałam się.
- Yyy… może się tu prześpijmy, a jutro znajdziemy drogę?- zaproponował Winiar. Serio? Mam spać w lesie?! A jak jakieś dziki tu przyjdą? Nie!
- Mamy spać w lesie?- Zbyszek popatrzył na Michała jak na debila.- Serio?- zaśmiał się.
- A masz lepszy pomysł?- powiedział głośno, wtedy poruszyło się coś w krzakach. Wtuliłam się mocno w Pita i zamknęłam oczy. Wszyscy zaczęli panikować. Nie chciałam otworzyć oczu. Poczułam jak Piotrek podnosi mnie i podaje komuś na wysokość, poczym pojawia sie obok mnie. Ostrożnie otwarłam oczy. Jestem na… drzewie?! Spojrzałam w dół. Stała tam locha z młodymi. T w Argentynie są dziki? Ja tak mówiłam, ale nie wiedziałam, że to prawda. Rozejrzałam się. Zajęte były 3 drzewa. Na pierwszym siedział : Kubiak, Zbyszek, Drzyzga i Zatorski. Na drugim : Ja, Piotrek, Igła, Winiarski. A na ostatnim : Wrona, Kosa, Jarosz, Ziomek. Wszyscy mieli miny, jakby zobaczyli ducha. Zaśmiałam się pod nosem.
- Czemu się śmiejesz?- spojrzałam w górę i ujrzałam rozpromienioną twarz Pita. Jeden facet.
- Widzisz ich miny?- popatrzyłam na wszystkich. Teraz on się zaśmiał. Wyciągnął z kieszeni swojego iphone, wystukał numer i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Kurek, mamy problem. Utknęliśmy w lesie, bo zgubiliśmy się i gonił nas dzik. Przyjdź pomóc.- mówił błagalnym głosem. Westchnął.
- A co za to dostanę?- dało się słyszeć.
- Co tylko chcesz.
- Będę mógł oglądać w nocy filmy?- słychać było u niego podniecenie.
- Przecież i tak to robisz.- Piter walnął FacePalma.
- A no tak. To ja postaram się kogoś przyprowadzić. A ten dzik już poszedł?- zapytał, a ja spojrzałam w dół. Gapi się na mnie, jakby miała mi coś powiedzieć. On też spojrzał w dół.
- Tak. Poszedł sobie. To spiesz się. I plis nie zawiedź mnie.- powiedział błagalnym tonem.
- Tak jest , kapitanie.- powiedział, poczym się rozłączył.
- Coś czuję, że zostaniemy tu do rana.- westchnął głośno. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam. Szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Obudziłam się, ku zdziwieniu w moim łóżku. Pewnie Piotrek mnie tu przyniósł. Przeciągnęłam się i chciałam wejść do łazienki, gdy mój pokój zajęli wysocy panowie o pseudonimie „siatkarze”. Z dziwnymi uśmiechami patrzyli na mnie.
- Co, brudna jestem?- zapytałam.
- Nie. Ale mamy dla ciebie niespodziankę.- mówił podekscytowany Igła.
- Okej. A mogę się najpierw ubrać?- podeszłam do walizki. Jeszcze nie zdążyłam się rozpakować. Schyliłam się i usłyszałam gwizd.
- Ładne stringi, pani fotograf.- Zibi poruszał charakterystycznie brwiami. Zmroziłam go wzrokiem i wparowałam do łazienki  z ciuchami. Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam włosy i przebrałam się. Wyszłam, a na moim łóżku leżał rozwalony Igła, oglądając TV.
- Możemy iść.- wyłączyłam telewizor. Uśmiechnięty Krzysiu wstał i wziął mnie pod rękę.- Czuję się, jakbym szła z ojcem do ołtarza.- zaśmiałam się. Krzysiek wytknął mi tylko język. Weszliśmy do jakiegoś pokoju. Ani się obejrzałam, ten przerośnięty bandyta wepchnął mnie do środka i zakluczył.- Zapłacisz mi za to.- walnęłam z całej siły w drzwi.- Po co mnie tu zamknąłeś?
- Odwróć się.- szepnął chichocząc. Przełknęłam głośno ślinę i powoli obróciłam się. Oczy prawie wyleciały mi z orbit, kiedy ujrzałam Kurka, leżącego na łóżku z słuchawkami. Miał zamknięte oczy i chyba mnie nie zauważył. Muszę się schować. Pierwsze co wymyśliłam to schowanie się pod łóżko. Nie miałam innego wyjścia, ponieważ zaczął ściągać słuchawki. Wkulnęłam się pod łóżko i patrzyłam na jego poczynania. Nie spodziewałam się, że będę miała z tego taki ubaw. Wstał, ściągnął spodnie i koszulkę. Wtedy, szczerze mówiąc zrobiło mi się gorąco. Dlaczego? Nawet nie wiem i to mnie przeraża. No dobra. Wróćmy do  Bartka. Wszedł na chwilę do łazienki i wyciągnął szczotkę. Po co im szczotka? Przecież oni praktycznie nie mają włosów. Puścił piosenkę w i-phonie bez słuchawek i zaczął śpiewać. Myślałam, że nie wytrzymam. Próbowałam zatrzymać śmiech, ale w końcu nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać jak głupia. Wyłączył muzykę i uważnie się wszystkiemu przyjrzał.
- Marta, wyłaź spod tego łóżka. Widzę ten śliczny blond.- cholera, głupie, długie włosy. Chwila, chwila… czy on powiedział piękny blond. Awww… jak słodko. Wyszłam i stanęłam z nim twarzą w twarz. To znaczy twarzą do klatki piersiowej.- Co ty tu robisz?- zapytał spokojnie. Nie odpowiedziałam, tylko usiadłam na łóżku. Teraz dopiero dotarło do mnie, że przede mną stoi Bartosz Kurek w samych bokserkach. Nieumyślnie przygryzłam dolną wargę. Chyba to zauważył. Założył spodnie i usiadł koło mnie. Boże, jaki on ma brzuszek. Odwróciłam wzrok. – Wiem, że jestem tak okropny, że musisz odwracać wzrok, ale… - przerwałam mu.
- Żartujesz? Jesteś sexi.- powiedziałam nieumyślnie. Popatrzył na mnie ponętnym uśmiechem.- To znaczy… Yyy… atrakcyjny z ciebie facet.- poprawiłam się. Nawet nie wiem, kiedy zaczęliśmy się do siebie przybliżać i wtedy… 



------------------------------------------
Hej. :)
Wiem, zawaliłam i jeszcze do tego taki krótki rozdział. Obiecuję na jutro, długi (mam na dzieję przyzwoity) rozdział ;) Na razie musicie się, niestety tym zadowolić. :C Przepraszam jeszcze raz i do zoba jutro. Acha, bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za nominacje do Liebster Award. <3 Strasznie się cieszę, że podoba wam się jak piszę. :D ;**

POZDROOO... :*

sobota, 20 lipca 2013

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonywaną robotę". Jest przyznawana dla bloggerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (nie możesz nominować osoby, która Cię nominowała) oraz zadajesz im 11 pytań. Postaram się, aby to wyróżnienie wpłynęło korzystnie na mój blog :)
Zostałam nominowana przez : 

http://siatkowkazuczuciem.blogspot.com ,
http://zostales-w-tle.blogspot.com ,
http://serca-kolysanie.blogspot.com ,
http://uciekajacodprzeszlosci.blogspot.com/
Bardzo wam dziękuję ;***

Pytania od http://siatkowkazuczuciem.blogspot.com ;) :

1. Jaką książkę byś mi polecił(a) i dla czego?
"Gdy Nadejdzie Czas", ponieważ jest to książka o nastolatce, szukającej miłości :D

2. Ulubiony klub sportowy?

Asseco Resovia Rzeszów <3

3. Czy uważasz się za osobę mądrą?

Nie, choć czasem udaje mi się powiedzieć coś mądrego ;)

4. Działasz szybko czy najpierw 100 razy się zastanawiasz?

Działam szybko :)

5. Co sądzisz o tegorocznej edycji Ligi Światowej?

No cóż... Trzeba przyznać, że nie graliśmy najlepiej i to nie była ta siatkówka z przed roku :C
Ale ja w nich wierzę i wiem, że to była tylko chwila słabości :)

6.Jakiej muzyki słuchasz?

Pop i Rap

7. Jakiej muzyki nie lubisz i dlaczego?

Nie lubię Metalu, ponieważ ta muzyka jest dla mnie za ciężka 

8. Kto cię zmusił do napisania bloga?

Nikt mnie nie zmuszał. Po prostu miałam pomysł i chciałam wiedzieć jaka jest opinia innych.

9. Czy jesteś osobą szaloną?

Bardzo :D

10. Lubisz taniec?

Uwielbiam <3

11. Denerwują cię moje pytania?

Nie :)



Pytania od http://zostales-w-tle.blogspot.com ;**

1. Jaki jest twój ulubiony film?
"Kocha, Lubi, Szanuje" , "Pamiętnik" , "Titanic" , "Zaplątani" ;p 

2. Twój ulubiony zagraniczny klub sportowy?

Nie mam ulubionego ;)

3. Twój ulubiony polski klub sportowy?

Asseco Resovia Rzeszów :D

4. Czym się interesujesz?

Fotografią, Siatkówką i oglądaniem filmów ;p

5. Jak oceniasz grę Naszej Reprezentacji w tegorocznej edycji Ligi Światowej?

Pozostawię to bez komentarza. To był zły czas, po prostu :C

6.Jakiej muzyki słuchasz?

Pop i Rap

7. Jaka jest Twoja ulubiona książka?

"Gdy Nadejdzie Czas"

8. Pisanie bloga przyszło Ci z łatwością czy było z tym trochę zachodu?

Raczej łatwo, ale czasami kiedy kończy mi się wena, jest ciężko :)

9. Jakie są trzy słowa najlepiej opisujące twoją osobowość?

Nerwowa, Dziwna i Szalona :)
10.Lubisz chodzić do takich miejsc jak Opera, bądź Teatr?
Nie przepadam 

11. Czy moje pytania są trudne?

Nie :D



Pytania od http://uciekajacodprzeszlosci.blogspot.com/ ;**

1. Czy masz autograf jakiegoś siatkarza/siatkarki? Jak tak, to kogo?
Tak, mam. Patryka Czarnowskiego :D

2. Twoje marzenie związane z siatkówką?

Pojechać na mecz siatkarzy i zebrać ich wszystkie autografy. I być chociaż w połowie tak dobra jak oni w siatkówkę :)

3. Grasz w jakimś klubie? Jeśli tak, to na jakiej pozycji?

Nie gram, bo nie mam gdzie :CC

4. W jakim siatkarskim mieście chciałabyś mieszkać?

Rzeszów <3

5. Podróż marzeń?

Do Grecji <3 <3

6. Komu kibicujesz w Pluslidze/Orlenlidze, jeśli oglądasz?

Skrze i Resovii. A siatkówki kobiet nie oglądam :)

7. Ulubiona pozycja w siatkówce?

Atak i Libero *_*

8. Dlaczego akurat taka tematyka bloga?

Po prostu miałam taki pomysł. I po tych miłych komentarzach myślę, że się podoba :D

9. Od kogo wzięła się twoja miłość do siatkówki?

Od mojej siostry, której dziękuję. Dzięki Agacia ;****

10. Masz jakieś siatkarskie plakaty w domu? Jeśli tak to czyje?

Bartka Kurka, Zibiego Bartmana, Michała Winiarskiego, Mariusza Wlazłego, Krzysztofa Ignaczaka, Michała Kubiaka, Łukasza Żygadło, Piotrka Nowakowskiego i Grzesia Kosoka :D

11. Byłaś kiedyś na meczu?

Niestety nie :"CCC



Pytania od http://serca-kolysanie.blogspot.com ;**

1.Od kogo "zaraziłaś/eś" się siatkówką?
Od siostry  <3

2. Twój ulubiony klub i od kiedy?

Asseco Resovia od pół roku :)

3. Jaka piosenka kojarzy Ci się z siatkówką?

http://www.youtube.com/watch?v=DSdJvNiKtkU kocham wykonanie GLEE !! <3

4. Grasz w siatkówkę? Jak tak to na jakiej pozycji?

Gram na pozycji Przyjmującej :D

5. Ulubiony trener?

Andrea Anastasi :)

6. Którego siatkarza cenisz najbardziej i za co?

Krzysztofa Ignaczaka, za wspaniałą grę i za to, że zawsze motywuje drużynę :) <3

7.Ulubiony siatkarz zagraniczny?

Olieg Achrem i Paul Lotman :)

8. Najlepszy polski środkowy według Ciebie?

Piotr Nowakowski :)

9. Mieszkasz blisko siatkarskiego miasta?

Nie :'CC

10. Śledzisz siatkówkę plażową?

Tak :D

11. Wymarzone wakacje? 

Grecja <3 <3 *_*



Moje nominacje :

1. http://siatkarska-mieszanka.blogspot.com/
2. http://justpromiseme9.blogspot.com/
3. http://nawiedzona-deskorolka.blogspot.com/
4. http://true-love-changes-everything.blogspot.com/
5. http://magical-return.blogspot.com/
6. http://6loveme6.blogspot.com/
7. http://isczaglosemserca.blogspot.com/
8. http://bojesiejegousmiechu.blogspot.com/
9. http://milosne-poswiecenie.blogspot.com/
10. http://marzeniasiezmienija.blogspot.com/
11. http://volleyball-dreams-come-true.blogspot.com/



Moje pytania : 

1. Ulubiony siatkarz i dlaczego?
2. Ulubiona piosenka?
3. Hobby?
4. Kim chcesz zostać?
5. Ulubiony film?
6. Ulubiony aktor?
7. Wymarzone wakacje?
8. Chciałabyś mieć dzieci? Jak tak to ile?
9. O jakim siatkarzu najbardziej lubisz pisać?
10. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
11. Lubisz stare bajki Disneya? (rysowane.) ;)


--------------------------------
Hej. Wiem, dawno mnie tu nie było, ale nadrobię zaległości. 
Rozdział pojawi się jutro około 16. :D

Pozdro ;**

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 2 „Bartek, czy ty jak się ubierasz, to nie możesz uważać po czym deptasz?”

- Nikt nie musiał. Może mi powiesz, że sama sobie rozcięłaś policzek, wargę, brew i podbiłaś oko?- podniósł brew do góry.
- przewróciłam się i tyle. Możemy o tym nie gadać? – wkurzyłam się. Odpuścił. Rozmawialiśmy całą noc. Jeszcze nigdy nie poznałam kogoś tak dobrze w kilka godzin. Wiem już o nim chyba wszystko. On też, tylko nie o tym biciu. Nie mogę mu powiedzieć.
Te 6 tygodni minęło strasznie szybko. Lecę z chłopakami do Argentyny! Poznałam wszystkich. Jesteśmy z Bartkiem przyjaciółmi. Odprowadzał mnie kilka razy pod dom, ale nigdy nie wpuszczałam go do środka. Ojciec stał sie ostrożniejszy. Ciągle mnie pilnuje i bije jeszcze mocniej. Spakowałam już wszystkie rzeczy. Mama wie, że wyjeżdżam. Rozmawiałam z naszą sąsiadką, że jak wyjadę, to weźmie ją do siebie. Myślałam, że tata wyjechał. Wyszłam z domu z walizką, kiedy on pojawił się z nikąt.
- Nigdzie nie jedziesz, dziwko!- złapał mnie za włosy i zaprowadził do domu. Rzucił mnie na podłogę, kopał, okładał pięściami. Nie zważał na nic. Byłam skulona jak szczeniak. Ból stawał się coraz silniejszy. Wtedy ktoś wparował do domu.


***

Czekałem na nią z Zuzą. Spojrzałem na zegarek. 8:00. Powinna już być. Zuza nerwowo bawiła się palcami.
- Mów gdzie ona jest? I co jej tam robią?- zapytałem poważnie.
- No chyba ojciec ją przyuważył.- pierwsza łza spłynęła po jej policzku.
- I ty mi dopiero teraz kurwa mówisz?!- krzyknąłem.- Jest w domu?- zacząłem się denerwować.
- Raczej tak.- patrzyła na ziemię. Zacząłem biec w stronę jej domu. Kiedy usłyszałem jej krzyk nie wahając się wszedłem do środka. Zobaczyłem jak ten człowiek kopie ją. Przecież to jest… Pod wpływem impulsu walnąłem go z pięści. Upadł, a Marta spojrzała na mnie.
- Niech pani weźmie córkę i idzie przed dom. Proszę.- nakazałem. Kobieta uśmiechnęła się do mnie, wzięła Martę pod rękę i wyszły z domu. Przetłumaczyłem mu kilka rzeczy. Nie biłem go, tylko tłumaczyłem jasno. Co za gnój. Damski bokser się znalazł, kurwa. Myślałem, że go tam zabiję. Psychicznie chory. Zadzwoniłem na policję. Teraz to błagał, żebym tego nie robił. Przyjechała po pięciu minutach. Zabrali go. Spojrzałem na Martę. Uśmiechnęła się i wtuliła we mnie.
- Dziękuję.- zaczęła płakać.
- Nie ma za co.- pocałowałem ją w głowę. Po mamę Marty przyszła sąsiadka.
- Szczęśliwej drogi, dzieciaczki. I dziękuję, Bartku.- uśmiechnęła się do mnie i poszła z tą drugą panią.

***

- Właśnie jest za co.- powiedziałam.
- Chodź, bo się spóźnimy.- powiedziałem.
- Przecież ja tak nie pojadę. Musisz jechać beze mnie. Ja sobie poradzę.- weszłam na schodki, prowadzące do drzwi.
- Jeśli ty nie jedziesz, to ja też.- spojrzał na mnie.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Jedziesz, albo ja zostaję z Tobą.- założył ręce na piersi.
- No to chyba nie mam wyboru.- zatrzasnęłam drzwi od domu i wzięłam za rączkę, walizkę, stojącą przy płocie. Nie było mi, żal ojca, kiedy go zabierali. Wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że ten tyran nie będzie nam robił krzywdy. Nie kocham go, i nigdy nie kochałam. To obcy człowiek, który mnie spłodził. Tyle. Moim bohaterem był Bartek. W pewnym momencie przed autobusem dopadłam mnie Zuza.
- Nic ci nie jest. Dzięki Bogu. – przytuliła mnie. Najciekawsze, że dzisiaj nie miałam, żadnych ran, czy siniaków. Nic mi nie było. Cały ból zamienił się w radość i… no właśnie. W co jeszcze? Spojrzałam na uśmiechniętego Kurasia. Oddałam walizkę i weszłam do autokaru.
- Pani fotograf, proszę do nas.- zawołał uśmiechnięty Igła. Usiadłam koło niego.
 - Cześć Krzysiu.- przytuliłam go.
- Proszę pani, dlaczego pani ma odcisk buta na tyle swetra?- zapytał Dziku. Serce zabiło mi mocniej, a oczy wyglądały jak pięciozłotówki. Jednak Winiar obrócił to w żart. Jak ja go kocham.
- Bartek, czy ty jak się ubierasz, to nie możesz uważać po czym deptasz?- wszyscy zaczęli się śmiać. Kurek wyciągnął jedną słuchawkę z ucha.
- Wiesz, jak się śpieszysz, to nie patrzysz pod nogi.- puścił do mnie oczko, a wszyscy tradycyjne „Uuuuu”. Zarumieniłam się troszkę. Miałam nadzieję, że nikt tego nie zauważy, jednak Bartman musiał.
- O jeju… Pani fotograf się nam zarumieniła.- wszyscy spojrzeli na mnie, oprócz Bartka. Ale w szybie widziałam jak uśmiecha się do siebie.
- Spokojnie. Każdy ma prawo do miłości?- szepnął mi Igła. Czy to prawda? Czy ja się zakochałam? W 6 tygodni? Niektórzy potrzebują lat, a mi wystarczyło kilka tygodni?! Nie. Nie kocham go. Jest moim przyjacielem, ale nic poza tym. Podróż minęła szybko. Ale te kilka godzin na lotnisku mnie wykończyły. Zasnęłam.
Obudziły mnie czyjeś rozmowy. Byłam w kogoś wtulona. Poznaję po głosie, że w Kurka.
- Podobasz jej się.- powiedział Winiar.
- Ale jak wam nie wyjdzie to mogę do niej startować?- to był Bartman. I chyba ktoś na niego spojrzał, bo zamilkł.
- I ty ją lubisz, lubisz.- usłyszałam Igłę.
- My nie będziemy razem. Jesteśmy przyjaciółmi, a tak w ogóle ja mam dziewczynę.
- Pf… co to za dziewczyna? 100% plastiku. A tu leży praktycznie na tobie, piękna, młoda, prawdziwa kobieta. Serio wybierasz Aśkę? Zdzirę, która puszcza się z każdym? Blondyneczka z mini? Sory, ja wolę mieć opiekuńczą żonę, z którą możesz spokojnie wychować dzieci, a nie prostytutkę, z którą możesz się jedynie przespać.- skwitował Igła. Bartek ma dziewczynę? I nic mi nie powiedział? Myślałam, że jest inny, że nie lubi plastików. Jednak pomyliłam się.
- Nie mów tak o niej.- podniósł głos i wstał. Upadłam na podłogę.
- Ał.- pisnęłam. Krzysiu spojrzał złowrogo w stronę Bartka i pomógł mi wstać. Usiadłam obok Krzysia. Nie odzywali się do siebie przez resztę dnia. Nawet w samolocie Igła nie nagrywał. Ale chociaż się wyspałam.
Wypoczęta, na Hiszpańskiej ziemi zabrałam swój bagaż i udałam się do hotelowej recepcji.
- Ja śpię w pokoju z Martą.- zza mnie wyskoczył Dziku i pognał do obsługi.
- Nie, bo ja!- Igła pobiegł za Kubim.
- Ja!- Winiar rzucił się na Krzysia. Miałam z nich taką polewkę. Ale w końcu przyszedł trener.
 - Nikt nie będzie spał w pokoju z panną Grzewczyk. A wam panowie, przypominam, że macie żony.- zwrócił się do Miśka i Krzysia. Odebrałam kluczyk i udałam się do windy. A gdzie ja tam i wszyscy. 13 osób w jednej windzie. Że to się nie zarwało t był cud. Miałam pokój na 6 piętrze, a że byłam pierwsza najpierw jedziemy na 6.
- Zibi, mógłbyś łaskawie wziąć rękę z mojego tyłka?- spojrzałam na atakującego. Byliśmy wszyscy tak pościskani.
- Ale to nie ja. Ja mam ręce na Kubiaka tyłku.- zrobił przerażoną minę.
- Co? A ja myślałem, że to Marty?- zasmucił się.- I fulu…- podsumował, a ja zaczęłam się śmiać.
- W takim razie kto mnie trzyma za tyłek?- zapytałam przez zaciśnięte zęby i wzięłam rękę tego Tosia z mojej pupy.- Zobaczmy winowajcę.- odwróciłam głowę, a za rękę trzymałam… Bartka. On nie patrzył na mnie. Patrzył na sufit windy. Nawet nie czuł, że trzymam jego rękę. Chyba, że mnie ignoruje.- Może jakieś przepraszam?- spojrzałam na niego.
- On przeprasza tylko ta swoją lafiryndę, kiedy go zdradzi.- zaśmiał się Igła.
- Przegiąłeś.- wtedy drzwi otworzyły się na moim piętrze, a Kurek rzucił się  na Krzysia. Wszyscy próbowali odciągnąć Kurka, to wtedy Igła się na niego rzucał. Boże, to chyba przeze mnie. Nienawidzę jak ktoś się bije. Muszę coś zrobić.
- Jeśli w tej chwili nie przestaniecie zadzwonię do twojej żony.- wskazałam na Igłę.- I do twojej dziewczyny, że ze mną spałeś.- chciałam zobaczyć ich reakcję. A zwłaszcza Kurka.
-  Jeśli to zrobisz. Koniec przyjaźni.- Wielkolud powiedział mi to prosto w twarz, poczym poszedł do swojego pokoju, ponieważ był na tym samym piętrze. Zabolały mnie jego słowa.
- Dzięki, że go odciągnęłaś, bo bym go tam zabił. Ale z tą żoną to żartowałaś? Bo do Aśki to nawet numer mogę ci podać.- wyszczerzył się do mnie. On krwawi. Wzięłam go za rękę i wpakowałam do mojego pokoju. Wyciągnęłam apteczkę i zaczęłam bandażować  jego czoło.
- Musiałeś to powiedzieć?- pokręciłam głową.
- Ale on mnie strasznie wkurza.- wstał.- Bo cię kocha, a nie chce się do tego przyznać.- kiedy to powiedział zrobił wielkie oczy, zasłonił buzię ręką i uciekł. Gada bzdury. Pewnie Bartek go za mocno walnął. Wyszłam przed pokój. Wszyscy stali przed windą z otwartymi buziami.
- A wy co? Nic lepszego do roboty nie macie?- założyłam ręce na klatce piersiowej.
- A to moje piętro.- Nowakowski otrząsnął się i wyszczerzył do mnie. Reszta po krótkiej chwili również rozeszła się na swoje piętra.
- Jak dzieci.- powiedziałam cicho i zamknęłam się w pokoju. Myślałam o Bartku, aż zasnęłam.
Obudziłam się około 8. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam.  Poszłam pod prysznic. Cały czas miałam w głowie sowa Igły. Ubrałam się w to i zaszłam do stołówki. Wszyscy już jedli śniadanie. Podeszłam do pań kucharek i przywitałam się. Wzięłam sałatkę grecką z grzankami i sok pomarańczowy z Tymbarka. Wypatrzyłam Kurka. Muszę z nim pogadać. Siedział koło Winiara, to dobrze. Usiadłam między nimi.
- Witam drogie panie.- przywitałam się z całym towarzystwem przy stole. Siedział tam Pit, Zibi, Kubiak, Winiar, Kurek i Igła. Nadal się nie pogodzili. Kurczę.- Idziemy po treningu do lasu?- zapytałam. Bartmanowi, aż oczy się zaświeciły.
- Oj Zbysiu, Zbysiu. W celach rozpoznania terenu.- westchnęłam, a Zibi posmutniał.
- Ok. Ale ja idę z Tobą.- Piter poruszał charakterystycznie brwiami. Odpowiedziałam mu zalotnym uśmiechem.
- Ja nie idę.- burknął Bartek.
- A to niby czemu?- zapytał Misiek jedząc bułkę z dżemem.
- Nie twoja sprawa.- warknął w jego stronę. Nie patrzył na mnie. W ogóle.
- Oj… bo dziewczyna ci nie kazała?- Igła uśmiechnął się cwano.
- Weźcie już ze mnie zejdźcie!- walnął pięścią w stół i wyszedł. Jedna kucharka tak się wystraszyła, że wypuściła z rąk skibkę chleba z dżemem, która wylądowała na głowie Dzika. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Dziękuję.- uśmiechnął sie w stronę kucharki, ściągają jedzenie z włosów.- Właśnie miałem zamiar iść po drugą.- zaczął jeść. Pokręciłam tylko głową, ocierając łzy śmiechu. Wzięłam od pań papier i zaczęłam wycierać włosy Michała. Bo moim zdaniem poszedłby tak na trening.
- U. Pani fotograf, a jak ja sobie tak ubrudzę włosy, to też mnie tak będziesz wycierać?- Zbyszek spojrzał na mnie seksownie.
- Nie.- wytknęłam mu język. Spojrzałam na Krzyśka. Triumfalnie jadł jajecznicę. Usiadłam na swoim miejscu i zjadłam śniadanie. Potem odbył się trening, na którym pana „Najbiedniejszego na świecie” nie było. 


----------------------------------------------
Hej! :D
I jak? Podoba się? Starałam się, żeby był długi. Próbuję robić śmieszne rozdziały, ale jak na razie mi to nie wychodzi. Następny za 2 dni, ponieważ jutro pakuję się nad może. W sobotę wyjeżdżam, na tydzień, także będziecie musieli czekać. Ale mam nadzieję, że tam złapię większą wenę ;p W piątek przed meczem postaram się dodać. Dziękuję za miłe komentarze. To naprawdę mnie motywuje do dalszej pracy. Do następnego 

Ciaoooooo... ;**